Małżeństwo to nie tylko związek emocjonalny

Małżeństwo to nie tylko związek emocjonalny

Instytucja małżeństwa to dla dwojga ludzi przede wszystkim wyraz miłości i chęci dzielenia z drugą osobą reszty swojego życia a przynajmniej jego części. Nie każdy jednak decyduje się na wstąpienie w związek małżeński wyłącznie z powodu głębokich uczuć. Z perspektywy prawnika małżeństwo to głównie instytucja prawna, wywołująca szereg określonych skutków. 

Moje, twoje, nasze

Większość par decyduje się na zawarcie związku małżeńskiego z powodu uczucia, którym darzą siebie nawzajem. Są jednak i tacy, którzy żyją ze sobą od wielu lat „na kocią łapę” i nie potrzebują do tego papierka. A jednak przychodzi czas, kiedy postanawiają sformalizować swój związek. I dzieje się tak nie dlatego, że wystąpiła taka konieczność. „Bo jak to tak – bez ślubu?!”. Tak po prostu jest łatwiej. Takimi osobami kierują więc zazwyczaj czysto prozaiczne pobudki. 

Przepisy prawne dotyczące małżeństwa znajdują się głównie w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym. Kluczowy dla nas jest art. 31 KRiO, który mówi:

📌 (…) Z chwilą zawarcia małżeństwa powstaje między małżonkami z mocy ustawy wspólność majątkowa (wspólność ustawowa) obejmująca przedmioty majątkowe nabyte w czasie jej trwania przez oboje małżonków lub przez jednego z nich (majątek wspólny). 

W § 2 wskazanego artykułu mamy natomiast wyliczenie głównych składników majątku wspólnego. Jest to jednak katalog otwarty, o czym na samym początku informuje nas słowo „w szczególności”. To całkowicie zrozumiałe, ustawodawca nie jest w stanie wyliczyć przecież całego katalogu przedmiotów należących do majątku wspólnego. 

I tak w § 2 możemy przeczytać, że wynagrodzenie za pracę już nie jest tylko moje ale wspólne, tak samo jak dochód z majątku wspólnego czy osobistego każdego z małżonków. Emerytura czy niegdyś składka do OFE również jest majątkiem wspólnym. Podobie zresztą jak mieszkanie, samochód, telewizor, a nawet ekspres do kawy zakupione po zawarciu małżeństwa.

Oczywiście ustawa przewiduje sytuację, w których przedmioty majątkowe nabywane po zawarciu małżeństwa nie stają się wspólne, a wchodzą do naszego majątku osobistego. Do tej grupy należą przede wszystkim dobra nabyte przed ślubem, oraz rzeczy otrzymane w drodze darowizny czy dziedziczenia.

Mąż, żona i kredyt  

Nie jest tajemnicą, że banki niechętnie udzielały kredytów osobom, które nie pozostawały w sformalizowanym związku. Dla banku małżeństwo jest bardziej wiarygodne niż „luźny związek” czy (o, zgrozo!) singiel. Źródło dochodu w małżeństwie jest zazwyczaj podwójne, łatwiej jest więc uzyskać wyższy kredyt. Dla banku oznacza to również, że w przypadku utraty pracy przez jednego z małżonków, pozostaje jeszcze drugi, od którego będzie można wyegzekwować spłatę zadłużenia. 

Na przestrzeni lat sytuacja się jednak zmieniła i obecnie nic nie stoi na przeszkodzie, aby takie osoby zaciągnęły kredyt. 

Jednak, przyznajmy, koniec końców zdecydowanie łatwiej wziąć kredyt, kiedy posiadamy podwójne źródło dochodu. 

Pamiętajmy jednak, o ile łatwiej wziąć kredyt jako małżeństwo, to ewentualny rozwód przysparza nam szereg problemów związanych ze wspólnie zaciągniętym zobowiązaniem. Więcej na ten temat pisaliśmy tutaj

Wspólne rozliczenie z fiskusem

Wspólność majątkowa może nie tylko ułatwić uzyskanie kredytu w banku, ale również dać nam możliwość zapłaty niższego podatku lub otrzymania wyższego zwrotu. Zazwyczaj mówimy o sytuacjach w których:

  • dochody małżonków różnią się na tyle, że osiągają oni różne progi podatkowe,
  • jeden z małżonków jest osobą niepracującą lub
  • dochód jednego z małżonków nie przekracza kwoty wolnej od podatku.

W powyższych sytuacjach wspólne rozliczenie z małżonkiem jest z reguły korzystniejsze niż oddzielne składanie zeznań podatkowych. Musimy jednak pamiętać, że istnieje szereg warunków, które należy spełnić aby móc skorzystać ze wspólnego rozliczenia. 

Nie tylko bank i urząd skarbowy

Banki i urzędy skarbowe to niejedyne instytucje, w których możemy liczyć na pewne przywileje.

Warto wspomnieć o szpitalu, policji czy chociażby poczcie. Dostęp do dokumentacji medycznej, zgoda na wykonywanie zabiegów, odbiór listów poleconych partnera są zdecydowanie trudniejsze, gdy nie jesteśmy z związku małżeńskim. 

Małżeństwo z przymusu? Kiepskie rozwiązanie

Pamiętajmy, że małżeństwo to przede wszystkim związek emocjonalny. Ani łatwiejsze uzyskanie kredytu, ani możliwość odebrania listu poleconego z poczty nie powinny skłaniać nas do podjęcia tak ważnej decyzji.

Natalia Furmanek

Kredyt po rozwodzie, co dalej?

Kredyt po rozwodzie, co dalej?

Podobno dwie rzeczy w życiu człowieka są pewne: śmierć i podatki. Na pewno większość z Was kojarzy to powiedzenie. Myśląc o kredycie, nasuwa się spostrzeżenie, że jego spłata również jest nieunikniona (prędzej czy później).

Kredyt a małżeństwo 

Kredyt hipoteczny jest najczęściej zaciąganym zobowiązaniem zaraz po ślubie. Nie powinno to nikogo dziwić. Większość osób marzy o własnych czterech kątach, a mało kto może sobie pozwolić na sfinansowanie tego z własnej kieszeni. Sięgamy więc do portfela banku. 

Mówi się również, że kredyt hipoteczny wiąże dwoje ludzi mocniej niż małżeństwo. To niestety prawda. Orzeczenie rozwodu nie ma bowiem istotnego znaczenia dla kredytodawcy. 

Wspólność majątkowa małżeńska a intercyza 

W momencie wstąpienia w związek małżeński między nowożeńcami powstaje na mocy prawa wspólność majątkowa. Jak mówi dalej art. 31 KRiO § 1: 

📌(…) Wspólność majątkowa (wspólność ustawowa) obejmuje przedmioty majątkowe nabyte w czasie jej trwania przez oboje małżonków lub przez jednego z nich (majątek wspólny). Przedmioty majątkowe nieobjęte wspólnością ustawową należą do majątku osobistego każdego z małżonków.

Wspólną własnością małżonków stają się wszystkie rzeczy, które nabyli oni w trakcie trwania małżeństwa. Art. 33 KRiO zawiera krótkie wyliczenie, co składa się na majątek osobisty małżonka. Są to m.in.: przedmioty majątkowe nabyte przed powstaniem wspólności ustawowej, przedmioty majątkowe nabyte przez dziedziczenie, zapisy lub darowizny. Sytuacją wyjątkową jest podpisanie małżeńskiej umowy majątkowej czyli tzw. intercyzy, która szczegółowo precyzuje sprawy majątkowe i własnościowe. Jeśli małżonkowie nie zdecydują się na ten krok, pozostaną we wspólnocie majątkowej, do której należą również zaciągnięte wspólnie zobowiązania.

Co się dzieje z kredytem? W przypadku kredytu hipotecznego, małżonkowie solidarnie odpowiadają za jego spłatę. W wyniku podziału majątku sąd, mimo powszechnego przekonania, nie zajmuje się dzieleniem wspólnych długów małżonków. Według umowy kredytowej byli małżonkowie w dalszym ciągu są wspólnie odpowiedzialni za spłatę kredytu hipotecznego. Pomimo orzeczenia rozwodu.

Najprostsze rozwiązanie… sprzedaż 

Najpopularniejszym i zarazem najprostszym rozwiązaniem dla małżonków jest sprzedaż obciążonej nieruchomości, spłata zadłużenia i ewentualny rozdział nadwyżki pomiędzy obiema stronami. Nie zawsze jednak jest to możliwe. Wartość nieruchomości może gwałtownie spaść, w konsekwencji jej sprzedaż nie będzie opłacalna. Zdarza się również, że kwota ze sprzedaży nieruchomości nie pokryje w całości zaciągniętego zobowiązania. 

Wynajem

Kolejną, jednak mniej popularną propozycją jest wynajem nieruchomości i spłata rat kredytu z otrzymywanego najmu. Wymaga to jednak, z oczywistych względów, wyprowadzki obydwojga małżonków ze wspólnie zajmowanego mieszkania, co z reguły jest niemożliwe ze względu na brak posiadania innego lokum. 

Przejęcie długu

Zdecydowanie jedna z najtrudniejszych ale i najpewniejszych opcji. Bardzo często zdarza się tak, że jeden ze współmałżonków w dalszym ciągu chce zamieszkiwać daną nieruchomość. Sytuacja, w której tylko jeden z małżonków pozostanie we wspólnym mieszkaniu ale obydwoje solidarnie będą spłacać kredyt, raczej się nie zdarza. Kto chce płacić za mieszkanie w którym nie mieszka i z którego nie ma żadnych korzyści? Ja nie znam nikogo. 

Z pomocą przychodzi nam instytucja przejęcia długu uregulowana w  kodeksie cywilnym. To umowa zawierana z bankiem przez jednego z małżonków za zgodą drugiego. Wola stron to jednak za mało – decydujący głos ma w tej sprawie bank. Czy może odmówić? Może. Osoba przejmująca dług musi  przecież posiadać wystarczającą zdolność kredytową.

Przejęcie długu a podział majątku

Co zrobić w sytuacji, gdy przy podziale majątku sąd przyzna jednemu z małżonków zadłużony dom czy mieszkanie?

Cóż, takie rozstrzygnięcie nie oznacza wcale, że zobowiązanie kredytowe przechodzi na tego małżonka i że wyłącznie on odpowiadać będzie teraz za spłatę kredytu. Taki kredyt nadal obciąża małżonków i, jeśli razem go zaciągnęli, oboje wciąż w świetle prawa pozostają dłużnikami. Sąd może jedynie wskazać, kto ma płacić zadłużenie. Banku jednak taki zapis nie zobowiązuje. Daje jedynie możliwość małżonkowi, który został zwolniony od spłaty rat kredytowych dochodzenia od byłego małżonka uiszczonych już na rzecz banku rat. Jest to tzw.roszczenie regresowe. Czy bank może zażądać, aby tylko jedna strona zobowiązana była do spłacania zadłużenia, jeśli druga strona nie wywiązuje się ze zobowiązania? Może. W dalszym ciągu, pomimo podziału majątku, jesteśmy solidarnie zobowiązani do spłaty kredytu. 

Na początku dobrze się zastanów

Kredyt hipoteczny po rozwodzie to niemały problem. Bez względu na to, na jakie rozwiązanie się zdecydujemy, nasza cierpliwość zostanie wystawiona na próbę. Rzadko zdarza się, aby partnerzy myśleli o tym jeszcze przed zawarciem małżeństwa. Zanim udamy się do banku, warto zatem poświęcić parę chwil na zastanowienie się nad ewentualnymi konsekwencjami hipotetycznego rozstania. A najlepiej zaś… zanim w ogóle wstąpimy w związek małżeński. 

Natalia Furmanek

Kiedy były małżonek domaga się alimentów…

Kiedy były małżonek domaga się alimentów…

Rozwód. Jedna z najczęstszych spraw, z jaką zgłaszają się do nas klienci. I jeden z najtrudniejszych etapów w życiu małżonków. Bezbolesne zakończenie małżeństwa, w którym obie strony są zadowolone należy, niestety, do rzadkości.

Podział majątku, kredyt na dom, walka o opiekę nad dziećmi, a także alimenty. Roszczenia alimentacyjne dotyczą czasami nie tylko dzieci, ale też samego małżonka. Rzeczywistość może okazać się przytłaczająca. W ostatnim tygodniu postanowiłam zrobić w tej kwestii mały research i podpytałam rodzinę oraz znajomych, czy kiedykolwiek słyszeli o instytucji alimentów dla byłego małżonka. W badaniu brało udział 15 kobiet i 15-stu mężczyzn w różnym wieku. Jak uplasowały się odpowiedzi?

10 na 15 mężczyzn odpowiedziało na pytanie twierdząco. Nie byli jednak w stanie powiedzieć na ten temat nic więcej (prócz paru kąśliwych uwag dotyczących marnotrawienia przez ich partnerki pieniędzy).

Zdecydowanie mniejszą wiedzę na ten temat mają panie. Jedynie 3 na 15 kobiet znało to pojęcie, jednak pozostałe nigdy o czymś takim nie słyszały. Potwierdziły, że, owszem, wiedzą, czym są alimenty „na dziecko”, ale zapytane o alimenty np. na byłego męża odpowiadały zdziwieniem. „No bo jak to, to ja mam mu jeszcze płacić po rozwodzie?!”. Niestety, bywa i tak.

Co chciałam pokazać Wam poprzez tę krótką ankietę? Nie tylko to, że poziom wiedzy prawnej w społeczeństwie jest niski, ale przede wszystkim to, jak bardzo nie zdajemy sobie sprawy z tego, że rozwód nie oznacza najczęściej błyskawicznego końca małżeństwa.

Z chwilą prawomocnego orzeczenia rozwodu obowiązek alimentacyjny istnieje między rozwiedzionymi małżonkami, jeżeli żaden z nich nie ponosi winy rozkładu pożycia bądź też jeżeli sąd zaniechał orzekania o winie, a także jeżeli orzeczono rozwód z winy obojga małżonków. Jeżeli rozwód orzeczono z wyłącznej winy jednego z małżonków, roszczenie alimentacyjne może przysługiwać tylko drugiemu z nich.

Dlatego też wyróżniamy 2 kategorie alimentów wobec byłych małżonków:

  • obowiązek alimentacyjny zwykły
  • obowiązek alimentacyjny rozszerzony

Zacznijmy od obowiązku zwykłego.

📌 Art. 60. § 1. Małżonek rozwiedziony, który nie został uznany za wyłącznie winnego rozkładu pożycia i który znajduje się w niedostatku, może żądać od drugiego małżonka rozwiedzionego dostarczania środków utrzymania w zakresie odpowiadającym usprawiedliwionym potrzebom uprawnionego oraz możliwościom zarobkowym i majątkowym zobowiązanego.

Mamy tu do czynienia z dwoma sytuacjami:

  1. żaden z małżonków nie ponosi winy rozkładu pożycia bądź sąd zaniechał orzekania o winie,
  2. orzeczono rozwód z winy obojga małżonków.

Należy zaznaczyć, że o tym, czy i który z małżonków ponosi winę rozkładu pożycia, decyduje wyłącznie wyrok rozwodowy. Nie można więc w procesie o alimenty powoływać się na winę współmałżonka, jeżeli nie przypisano mu winy w wyroku rozwodowym. Niestety, często dochodzi do sytuacji, gdy jedna ze stron obarcza całą winą drugiego małżonka, mimo że formalnie rozwód nastąpił bez orzekania o winie.

Stan niedostatku

Jedna z głównych i zarazem najtrudniejsza w interpretacji przesłanka do zasądzenia alimentów. Czym jest stan niedostatku? Dla jednych będzie to problem z utrzymaniem się od 1-szego do 1-szego czy brak wystarczających środków na opłaty bieżących rachunków, a dla innych brak możliwości codziennego kupna latte w Starbucksie. Rozwiedziony małżonek znajduje się w niedostatku wtedy, gdy własnymi siłami nie jest w stanie zaspokoić swoich usprawiedliwionych potrzeb w całości lub w części. No dobrze, czym więc właściwie są te, usprawiedliwione potrzeby? Z pomocą przychodzą nam wyroki sądów w podobnych sprawach, a mówiąc dokładniej, ich uzasadnienia.

W wyroku SN z 5.7.2000 r. (I CKN 226/00, Legalis) podkreślono, że w niedostatku pozostaje nie tylko taki uprawniony, który nie dysponuje żadnymi środkami utrzymania, lecz także taki, którego usprawiedliwione potrzeby nie są w pełni zaspokojone. Spośród przyczyn powstania niedostatku, charakterystycznych dla stosunków między rozwiedzionymi małżonkami, należy wymienić w szczególności niemożność podjęcia pracy zarobkowej wskutek konieczności zajmowania się utrzymaniem i wychowaniem dzieci, a także brak kwalifikacji zawodowych do wykonywania takiej pracy, odpowiedniej do wieku, stanu zdrowia oraz posiadanych umiejętności.

W innym uzasadnieniu przeczytamy również, że jeżeli alimentów żąda małżonek, który – przy uwzględnieniu jego wieku, sił i stosunków rodzinnych – może podjąć naukę potrzebną do zdobycia odpowiednich kwalifikacji zawodowych, to świadczenia alimentacyjne przysługują mu tylko przez czas niezbędny do uzyskania takich kwalifikacji (uzasadnienie tezy III wytycznych SN z 1987 r)

Często mamy do czynienia z sytuacją, w której rozwiedziony małżonek uprawiony do alimentów posiada już nowego partnera, pozostaje z nim jednak w związku nieformalnym. Wyraźnie wskazano, iż  usprawiedliwione potrzeby rozwiedzionego małżonka pozostającego w takim związku podlegają ocenie z uwzględnieniem także możliwości zarobkowych i majątkowych jego nowego partnera.

Tylko jeden winny….

Jeśli chodzi o drugą z wymienionych sytuacji, czyli obowiązek alimentacyjny rozszerzony, wynika on z art. 60 § 2 KRiO i odnosi się do sytuacji, w których tylko jeden z małżonków został uznany za wyłącznego winnego rozkładu pożycia.

📌Art. 60 § 2 Jeżeli jeden z małżonków został uznany za wyłącznie winnego rozkładu pożycia, a rozwód pociąga za sobą istotne pogorszenie sytuacji materialnej małżonka niewinnego, sąd na żądanie małżonka niewinnego może orzec, że małżonek wyłącznie winny obowiązany jest przyczyniać się w odpowiednim zakresie do zaspokajania usprawiedliwionych potrzeb małżonka niewinnego, chociażby ten nie znajdował się w niedostatku.

Kluczowe jest ustalenie, czy rozwód pociąga za sobą istotne pogorszenie sytuacji materialnej małżonka niewinnego. Ocena, czy nastąpiło takie pogorszenie, zależy od porównania stanu finansowego, w jakim niewinny małżonek znalazł się wskutek orzeczenia rozwodu, z sytuacją, w jakiej znajdowałby się, gdyby rozwodu nie orzeczono i gdyby pożycie małżonków funkcjonowało prawidłowo.

Przy ocenie, czy nastąpiło istotne pogorszenie sytuacji materialnej małżonka niewinnego (art. 60 § 2 KRO), należy brać pod uwagę warunki materialne tego małżonka, jakie miałby, gdyby drugi z małżonków spełniał należycie swoje obowiązki i gdyby małżonkowie kontynuowali pożycie. (teza XIII wytycznych SN z 1987 r).

I znów kluczowym elementem w całym przepisie jest sformułowanie „małżonek wyłącznie winny obowiązany jest przyczyniać się w odpowiednim zakresie do zaspokojenia usprawiedliwionych potrzeb małżonka niewinnego, choćby ten nie znajdował się w niedostatku”. Pojawiają się nam po raz kolejny usprawiedliwione potrzeby, które są pojęciem bardzo nieostrym i powodują wiele wątpliwości dotyczących właściwej interpretacji. Sąd Apelacyjny w Katowicach podkreślił w wyroku z 15.7.2004 r. (I ACA 375/04, OSA w Katowicach 2005, Nr 1, poz. 11), że art. 60 § 2 nie daje małżonkowi niewinnemu prawa do równej stopy życiowej z małżonkiem zobowiązanym. Daje mu jednak prawo do bardziej dostatniego życia poprzez przyczynienie się przez winnego małżonka w odpowiednim zakresie do zaspokojenia usprawiedliwionych potrzeb (nawet jeśli taka osoba nie zmaga się obecnie ze szczególnymi kłopotami finansowymi). Poziom ten powinien znajdować się gdzieś pomiędzy granicą niedostatku a zrównaniem stóp życiowych małżonków.

Jak długo muszę płacić? 

Pozostała nam w zasadzie ostatnia kwestia do omówienia, czyli czas trwania obowiązku alimentacyjnego. Dla większości osób to bardzo istotna kwestia – nikt przecież by nie chciał, aby czas ten ciągnął się w nieskończoność, prawda? Jak mówi art. 60 § 3:

📌 Obowiązek dostarczania środków utrzymania małżonkowi rozwiedzionemu wygasa w razie zawarcia przez tego małżonka nowego małżeństwa. Jednakże gdy zobowiązanym jest małżonek rozwiedziony, który nie został uznany za winnego rozkładu pożycia, obowiązek ten wygasa także z upływem pięciu lat od orzeczenia rozwodu, chyba że ze względu na wyjątkowe okoliczności sąd, na żądanie uprawnionego, przedłuży wymieniony termin pięcioletni.

Niezależnie od ogólnych przyczyn wygaśnięcia obowiązku alimentacyjnego między rozwiedzionymi małżonkami np. wskutek śmierci uprawnionego albo zobowiązanego, zawarcie przez rozwiedzionego małżonka nowego małżeństwa zawsze powoduje wygaśnięcie obowiązku alimentacyjnego drugiego małżonka, nie wyłączając obowiązku małżonka uznanego za wyłącznie winnego rozkładu pożycia.

Obowiązek alimentacyjny rozwiedzionego małżonka, który nie został uznany za winnego lub współwinnego rozkładu pożycia, wygasa z upływem 5 lat od chwili prawomocnego orzeczenia rozwodu, jeżeli termin ten nie został przedłużony przez sąd. Wygaśnięcie obowiązku alimentacyjnego z upływem wymienionego terminu jest zasadą, od której dopuszczalne jest odstępstwo ze względu na „wyjątkowe okoliczności”. Znów spotykamy się z terminem niezbyt sprecyzowanym, którego definicji nie znajdziemy w KRiO. Pomóc nam mogą orzeczenia sądów, które przy ocenie wyjątkowych okoliczności wskazują na branie pod uwagę sytuacji obojga rozwiedzionych małżonków. Na jak długo sąd może przedłużyć obowiązek? Dla wielu z nas odpowiedź może być trudna do przełknięcia: w zasadzie sąd nie jest związany żadnym ograniczeniem czasowym. Może wskazać datę końcową, ale wcale nie musi. W wypadku ustania okoliczności wyjątkowych, były małżonek, który zobowiązany jest do płacenia, może wystąpić o zmianę rozstrzygnięcia i uchylenie alimentów.

Jak więc widzicie, sprawa jest bardziej skomplikowana, niż na początku się może wydawać. Warto o tym pamiętać, decydując się na rozwód lub.. na wejście w związek małżeński.

Natalia Furmanek

W artykule  wykorzystane zostały fragmenty książki red. prof. dr hab. Krzysztof Pietrzykowski 2018, wyd. 5

Dress code prawnika, czy coś takiego w ogóle istnieje?

Dress code prawnika, czy coś takiego w ogóle istnieje?

Dziś temat lekki i przyjemny: prawniczy dress code. Męski prawniczy dress code. Postanowiłam podzielić artykuł na dwie części, będziemy rozmawiać osobno o paniach i panach. Dlaczego? Temat jest dość obszerny. Wystarczy spojrzeć na statystyki radców prawnych i adwokatów. Razem jest ich 59,8 tys., z czego kobiety to 30,4 tys. Pięćdziesiąt jeden procent.

Tak równy wynik pokazuje, że powinnam poświęcić temu tematowi więcej czasu. Zaczniemy dzisiaj z męskiej strony. Zdecydowanie panowie są mniej skomplikowani, zwłaszcza w temacie ubioru (chociaż kupno butów przez mojego partnera zajmuje mu średnio 2 miesiące.. ale słowo się rzekło!)

Czemu postanowiłam poruszyć taki temat? Mimo, że w tej kwestii wiele uległo zmianie na przestrzeni kilku lat (panowie, Chwała Wam za to!) to obserwując środowisko prawnicze mam wrażenie, że niektórzy są w tym lekko zagubieni. Powiecie.. okej. Jestem adwokatem, dobrym adwokatem, zawsze wygrywam, chyba mojemu klientowi i jego byłej żonie jest to obojętne w jakim stroju. Po co w ogóle przykładać do tego większą wagę? I jeszcze pisać na ten temat artykuły? Warto, postaram się was przekonać, zapraszam.

Dlaczego temat jest taki ważny? Wyobraźcie sobie sytuację. Decyzja podjęta, chcecie rozwodu. Co dalej? A no sprawa wcale nie jest taka łatwa, sami przez to nie przejdziecie. Przez kilka lat budowaliście wspólnie małżeństwo, są dzieci, jest dom pod Krakowem, dwa samochody i działka nad jeziorem. Co robicie? Statystyczny Polak na pytanie czy posiada swojego prawnika robi wielkie oczy i puka nam w głowę. Dlaczego? Nie będę wdawać się w szczegóły, zostawmy ten temat na osobny artykuł bo jest o czym pisać. No to co robimy? Założę się, że większość z nas otworzy komputer, uruchomi wujka Google i wstuka: „Dobry prawnik rozwód”. Popatrzymy na opinię, mniej lub bardziej wiarygodne, wykręcimy numer telefonu i zaklepiemy spotkanie. Uf.. udało się, miły ale stanowczy głos, brzmi kompetentnie, dobrze trafiłem.

Pierwsze spotkanie w kancelarii, jedno z najważniejszych. Będę musiał o wszystkim opowiadać. Muszę się odpowiednio przygotować, przecież chodzi o moje życie, moje dzieci, mój majątek. Nie pójdę w byle czym. Jeszcze ktoś pomyśli, że mi nie zależy, żona wytknie to w sądzie, że przestałem dbać o siebie, w konsekwencji przestałem dbać o rodzine.. I popłynie cała litania wyrzutów i pretensji. Ubieram koszulę, wyprasowaną rzecz jasna, pastuje buty, wkładam marynarkę. Chyba jest okej, jestem gotowy. Wchodzę do biura, witam się z sekretarką (sekretarzem?). To nasz pan mecenas. Pojawia się lekkie zdziwienie, może delikatne zażenowanie, no bo ja w koszuli a on w swetrze, brudnych butach i no jakiś taki… niechlujny. Dalszego ciągu tej historii nie będę opisywać, dodam tylko, że przytrafiła się naprawdę. Nasz bohater nie skorzystał z usług opisanej kancelarii. Na pytanie dlaczego tak zrobił, nie dał im szansy,  bo przecież może nam się wydawać to małostkowe, płytkie i nie na miejscu, usłyszałam: „Jak ktoś kto nie potrafi zadbać o siebie, odpowiedni wygląd, schludność, jak ma zadbać o mnie, mój majątek, moje dzieci?”.

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego oceniamy ludzi po wyglądzie zewnętrznym? Zastanawia mnie to od dłuższego czasu i chyba jeszcze nie znalazłam na to odpowiedzi. Używam liczby mnogiej nie z przypadku. Powiecie.. nieprawda. Nie każdy. Bredzisz. Ja na pewno nie! Nigdy w życiu! Przyznaj się.. nigdy nie pomyślałeś idąc ulicą i obserwując mijających ludzi: „Ale brzydki, taka gruba itd.” To przykre, wiemy. Ale każdy z nas ocenia i osądza. Zawsze i wszędzie. Jest to wpisane w naszą naturę, może wywodzi się z jakiś wcześniejszych urazów, może z zasad wpajanych nam przez rodziców, z braku samoakceptacji. Ważne, żebyśmy nie zatracili się w tym wszystkim, postrzegali świat nie tylko z jednej, własnej perspektywy.

No ale co z tym dress codem dla naszych panów? Ma być schludnie, to przede wszystkim. Nie musimy mieć 5-ciu garniturów na każdy dzień tygodnia. Kluczowe jest pytanie co chcemy osiągnąć danym strojem. Myślę, że dla wielu panów kluczowy jest respekt, jaki chcemy wzbudzić czy okazać. Jesteśmy profesjonalistami i tak też chcemy być postrzegani. Dlatego większość z was wybiera garnitur, klasycznie skrojony, w ciemnych barwach. Jest to najprostszy i zarazem najbezpieczniejszy wybór. Pod warunkiem, że jest dobrze dopasowany. Spodnie nie mogą na nas wisieć a rękawy marynarki muszą być odpowiedniej długości. Koszula. Czysta i wyprasowana. To podstawa ale wiem, że warto o tym wspomnieć. Biała, sprawdzi się zawsze. Delikatny błękit, róż. Gładka, delikatny prążek, nienachalna krata. Tu mamy duże pole do popisu. Krawat, najlepiej gładki, w jednym z podstawowych kolorów. Matowy, broń Boże błyszczący! I jedna z moich ulubionych części garderoby a zarazem bolączka wielu panów (pań również): buty. Nie wiem czy to może ze mną jest coś nie tak ale pierwsza rzecz na którą zwracam uwagę, zawsze, to buty. Muszą być czyste!, „ w formie”, niezadeptane. Czy możemy poszaleć z dodatkami? Oczywiście! Wiadomo, skarpetki w banany czy dolary nie są wskazane ale jednolite, w mocniejszym kolorze jak najbardziej. Możemy pomyśleć o poszetce, miły akcent do jednolitej marynarki. Ten mały dodatek nie tylko przeżywa obecnie swój renesans ale odpowiednio dobrany może stać się niczym innym jak naszym znakiem rozpoznawczym. Pomaga w nadaniu stylu, przyciąga wzrok i sprawia, że nasz strój nie jest kolejnym, biurowym korpo-stylem.

Oczywiście garnitur to nie obowiązek, elegancka marynarka plus spodnie, nie muszą być w kant, również zdadzą egzamin. Postawmy się w sytuacji panów: bieganie z kancelarii do sądu i z powrotem w 30-sto stopniowym upale, w garniturze, nie jestem najprzyjemniejszym doświadczeniem. Zarówno dla nas… jak i dla osób w naszym otoczeniu 🙂

Wybór mamy ogromny. Różnorodność w sklepach pozwala nam na wybranie stroju dopasowanego w 100% do naszych preferencji. Pamiętajmy jednak, im mniej tym lepiej. Prostota jest w cenie, mamy dobrze się prezentować, czuć się pewnie w swoim ciele i ubraniu ale przede wszystkim nie zapominać, że koniec końców ważniejsze są nasze umiejętności niż to co mamy na sobie.

Natalia Furmanek

Samochód dla prawniczki

Samochód dla prawniczki

Z dedykacją dla Facebookowej grupy Prawniczki – nie tylko o prawie.

Przy wyborze samochodu dla mecenaski trzeba odpowiedzieć sobie na kilka pytań:

  • Jaka jestem zawodowo?
  • Jaki styl pracy prezentuję?
  • Czy raczej widzę siebie jako lwicę rozdzielającą przeciwników, ich pełnomocników a przy okazji połowę sądu, czy może jestem ułożoną damą, która każdą sprawę kończy ugodą, a sąd czaruje wdziękiem oraz elegancją?
  • Ile mam lat? Młoda aplikantka niekoniecznie pasuje do oszpejowanego suv-a, który jednakże może stanowić doskonałą parę dla wysportowanej mecenaski w średnim wieku.
  • Jak chciałabym, aby postrzegali mnie klienci?
  • Czy mój przekrój mandantów to rozhisteryzowane żony czy może stanowczy biznesmeni, liczący każdy grosz?
  • Z jakimi klientami chciałabym współpracować?
  • Czego się boi i czego pragnie moja grupa docelowa?

Oczywiście, że nie ma takiego audi, które mógłbym polecić dla prawniczki. Każdemu może się nasunąć TT, lecz ten przednionapędowy potworek pasuje raczej do dziewczyny gangstera lub znudzonej żony rolnika. Przygotowałem dla Was kilka propozycji – ich kolejność niekoniecznie odzwierciedla moje preferencje.

1. Alfa Romeo Brera. Czyż nie jest piękna? Spójrzcie na ten kształt. Bujne latynoskie linie, dość zadziorne spojrzenie i całkiem fajne kolory. Sensowne silniki, przyjazny niewprawnym kierowcom napęd na przód lub w opcji 4×4. Występuje w automacie. Na pewno dla nieco młodszych pań, opcja budżetowa. Rokujące egzemplarze dostępne są już od dwudziestu kilku tysięcy złotych. Plusem jest fakt, że to auto niskonakładowe, więc jest spora szansa, że będzie tylko drożeć jako klasyk. Dla kogoś, kto koniecznie chce nowe auto – polecam MiTo w wersji veloce. Nie wsiadajcie do Stelvio. W zasadzie nie wiem, dla kogo jest to auto. Ja bym bez kominiarki nie wsiadł. Dla faceta zbyt kobiece, dla kobiety – tylko takiej w wydaniu „soccer mom”. Wygląda jak Kia po serii tłustych czwartków.


2. BMW – Seria 1 sport coupe. Błagam – tylko nie diesel. Diesle są złe i zabijają malutkie włochate stworzonka. Pal licho planetę i misie panda, ale jako one brzmią?! I śmierdzą jak woda Wiarus. BMW serii 1 (tylko sport coupe) to auto dla Pań znów o nieco bardziej sportowym zacięciu, choć ukrytym czasem pod mgiełką łagodności. Niestety, to auto ma tę „zaletę”, że Wasz mężczyzna będzie jeździł częściej nim niż swoim nudnym passatem w kombi. Bagażnik ledwo pomieści togę i akta, więc nie jest to auto do wożenia pokonanych pełnomocników celem ich wykiprowania na jakimś zakolu Wisły. Do tego celu nadaje się znakomicie kolejny typ:


3. Infinity FX. Nie mogło zabraknąć chociaż jednego pełnowymiarowego suv-a w tym zestawieniu. Auto bardzo niezawodne, z napędem na 4 koła pozwoli podjechać z klasą pod sąd, na wyciąg narciarski, odwieźć dzieci do szkoły, zaś jego bagażnik spokojnie pomieści poćwiartowane zwłoki banalnego kochanka.


4. Fiat 500. Smakuje zawsze i wszędzie. Szczególnie w kolorze miętowym i z panoramicznym dachem. Pasuje kobiecie w każdym wieku i każdej z Was odejmuje 10 lat. Choć sam ma już sporo latek, jak każda piękność – w ogóle się nie starzeje. Plus – Wasz mężczyzna na pewno nie będzie go Wam podbierał.


5. Mercedes A Klasa w kolorze czerwonym. Inny się nie liczy. No i oczywiście tylko trzecia generacja, najlepiej w wersji AMG.


6. Porsche Macan. Nie byłbym sobą, gdyby nie zabrakło tu porsche. Macan to propozycja dla prawdziwych twardzielek. A te zaczynają się po 30. Ilość opcji kolorystycznych i pakietów stylistycznych naprawdę potrafi podkreślić każdy charakter. Do tego wyższe zawieszenie pozwoli bezstresowo wjeżdżać na były policyjny parking na lewo od wejścia do krakowskiego sądu. Niestety – zła wiadomość dla kochanych mandantów – trzeba podnieść godzinówkę, bo to droga zabawa. Ja wiem, że są boxstery i caymany. Niby fajne, ale to jednak dla mecenasicy będzie wyglądało ono jak za mała torebka. A zazwyczaj potrzebujecie aktówki. No i oczywiście bagażnika na zwłoki upiornych klientów.


7. I na koniec niespodzianka: Vespa. Tylko wtedy, jeśli pragniecie być najbardziej stylową Panią Mecenas w Waszym mieście za mniej niż 15 tys zł brutto. Szanowałbym! Nie zapominajcie o kuferku. Niestety, schowek pod siedzeniem może nie zmieścić akt co bardziej piekielnych spraw 🙂

ZGŁOŚ SPRAWĘ